Hej... Przepraszam Was bardzo, ale ostatnio nie mam czasu pisać. W dodatku kiepsko mi się układa w życiu prywatnym... Mam nadzieję, że niedługo coś wyskrobię i nie będzie to krótkie.... W każdym razie, mam nadzieję, że zrozumiecie i nie będziecie źli... Chociaż i tak coraz mniej Was tu jest...
Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam
Ola
19 stycznia 2013
12 stycznia 2013
Rozdział 4- Czy to był tylko sen?
* Michelle
*
Boże, co za piękny zapach…..
Stop ! – zerwałam się z pozycji siedzącej i rozbolała mnie głowa. Chwyciłam się
za czoło i rozejrzałam po pokoju. Miejsce, które zajmował Josh było teraz
puste. Wstałam i zabolała mnie kostka…. Ej…. Co jest ??? Czy to był tylko sen?
Czy to był tylko koszmar?
Szybko poszłam do kuchni i
zobaczyłam przygnębionego, już ubranego Josha siedzącego przy stole. Kiedy mnie
zobaczył spróbował się uśmiechnąć ale zdecydowanie mu nie wyszło.
Jo: Chcesz coś zjeść? – spytał po chwili wpatrywania się we mnie.
J: Nie,… - chciałam dokończyć ale przerwało mi głośne burczenie, dochodzące
z mojego brzucha.
Jo: Może jednak? – spytał tym razem szczerze się uśmiechając.
J: No dobra… A co przygotowałeś?
Jo: Twoje ulubione śniadanie.
J: Niee… - nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam.
Jo: Mhm. Naleśniki przekładane czekoladą i bitą śmietaną z truskawkami. Do
tego na wierzchu trochę bitej śmietany, polanej czekoladą i listek mięty do
dekoracji, RAZ! – mówił szybko podając mi talerz z moim śniadaniem.
J: Dzięki. Kochany jesteś. – uśmiechnęłam się od ucha do ucha i obdarowałam
go całusem w policzek. Jak zwykle słodko się zarumienił.
J: Chcesz trochę? Bo ja tego sama nie zjem.
Jo: Zjesz tyle ile będziesz mogła. Jak coś zostawisz to wtedy się zobaczy.
J: Okej.
Zaczęłam zajadać się
naleśnikami, które były naprawdę pyszne. Chłopak cały czas na mnie patrzył i
widocznie nad czymś się zastanawiał.
J: Już nie mogę… - powiedziałam zjadając równo połowę tego co dostałam.
Jo: No trudno. Mam nadzieję, że ci smakowało. – powiedział i się zaśmiał.
J: Z czego się śmiejesz?
Jo: Nie ruszaj się. Ubrudziłaś się czekoladą.
Chłopak chwycił mnie za
policzek i kciukiem starł czekoladę z kącika moich ust. Patrzyłam w jego
zielone, kocie oczy czułam motylki w brzuchu. Josh nadal nie zabierał ręki.
* Josh *
Nasze twarze powoli się do
siebie zbliżały. Czy ona czuje to co ja? Nie, to niemożliwe… Czy zaraz stanie
się coś, o czym tak dawno marzyłem?
Kiedy nasze usta dzieliło już
zaledwie kilka centymetrów do kuchni wparował Martin.
Nie, no serio?! Już drugi raz
dzisiaj ktoś nam przerywa. Momentalnie się od siebie odsunęliśmy i
przerzuciliśmy wzrok na brata Michi.
Ma: Oj, sorki. Chciałem tylko spytać czy jedziecie ze mną na cmentarz.
Mi: Jasne. Zaraz się umyję, ubiorę i możemy jechać. Poczekasz prawda?
Ma: Jasne słonko.
Mi: Martin. A może chcesz trochę naleśników?
Ma: Daj mi połowę tego co zostało.
Mi: Okej.
Dziewczyna wstała z miejsca i
ruszyła w kierunku szafki. Wyciągnęła z niej talerz i przełożyła na niego
połowę naleśników. Bez słowa poszła do siebie. Po dobrych 10 minutach do kuchni
wrócił Martin.
Ma: Sorki. Naprawdę nie chciałem wam przeszkodzić.
J: Wiesz… I tak myślę, że pewnie nic z tego nie wyjdzie. Jak zwykle z
resztą.
Ma: Oj weź tak nawet nie mów. Pasujecie do siebie i jesteście siebie warci.
Oczywiście w dobrym sensie tego określenia.
J: Jasne. Weź się lepiej zajmij tymi naleśnikami. O której jedziemy?
Ma: Tak za dwadzieścia minut.
J: Okej. Pójdę powiedzieć Michi.
Ma: Spoko – powiedział mając gębę wypchaną po brzegi.
Szybko ulotniłem się na
korytarz bo byłem wkurzony na Martina. Kiedy znalazłem się w pokoju Michi
dziewczyna stała ubrana tylko w bieliznę i rajstopy. Czy ona we wszystkim musi
tak seksownie wyglądać? Kurwa! Josh! Człowieku…. Weź się ogarnij. Zapukałem
trzy razy w futrynę i Michi się do mnie odwróciła.
J: Można?
Mi: Jasne. Długo tu stoisz?
J: Nie, przed chwilą przyszedłem.
Mi: Za ile jedziemy?
J: Martin mówi, że za piętnaście minut. Pomóc ci w czymś?
Mi: Ty mi suszysz włosy, a ja się maluję. Co ty na to?
J: Nie musisz się malować…
Mi: Dlaczego?
J: Bo bez tego też jesteś piękna…- Michi spojrzała na mnie speszona i
słodko się zarumieniła.
Mi: Dzięki Josh. Kochany jesteś, ale…
J: Tak, tak, wiem, już idę po tą suszarkę. Oboje się zaśmialiśmy i ruszyłem
do łazienki.
*Michelle*
Zdążyłam się odwrócić i usłyszałam głuche uderzenie. Po mimo bólu kostki
szybko skierowałam się do łazienki.
J: Josh?- spytałam zanim jeszcze go zobaczyłam.- Boże! Josh! Josh? Nic ci nie jest? Josh? Słyszysz mnie?- kucnęłam przy nim kiedy tylko zauważyłam, że leży na podłodze.
Jo: Nie... Nic mi nie jest.- zaczął się po prostu śmiać.
J: Ty głupku! Zawału bym dostała przez ciebie, a ty się śmiejesz?! - walnęłam go lekko w tył głowy, a on syknął.
Jo: Za co to?
J: Za darmo...-powiedziałam oschle.-Wstawaj. Tylko znowu się nie wywal...
Zostawiłam go samego w łazience i ruszyłam do swojego pokoju. Wyjęłam wszystkie potrzebne rzeczy i zasiadłam przy biurku. Zaraz po tym w pokoju znalazł się Josh z suszarką i szczotką w ręku. Już niejednokrotnie pomagał mi w czynnościach takich jak makijaż, suszenie albo czesanie włosów. Był moim takim podręcznym stylistą. We dwoje poszło nam o wiele szybciej niż gdybym robiła to wszystko sama z ręką w gipsie. Po 10 minutach byłam już gotowa do wyjścia.
Jo: Za co to?
J: Za darmo...-powiedziałam oschle.-Wstawaj. Tylko znowu się nie wywal...
Zostawiłam go samego w łazience i ruszyłam do swojego pokoju. Wyjęłam wszystkie potrzebne rzeczy i zasiadłam przy biurku. Zaraz po tym w pokoju znalazł się Josh z suszarką i szczotką w ręku. Już niejednokrotnie pomagał mi w czynnościach takich jak makijaż, suszenie albo czesanie włosów. Był moim takim podręcznym stylistą. We dwoje poszło nam o wiele szybciej niż gdybym robiła to wszystko sama z ręką w gipsie. Po 10 minutach byłam już gotowa do wyjścia.
*Martin*
Czekałem przy wyjściu na siostrę i przyjaciela . Po chwili Michi stanęła przy schodach. Wyglądała ślicznie chociaż trochę zabawnie z ręką w gipsie i kulami u boku. Niepewnie spojrzała na stopnie i zrobiła krzywą minę. Zaraz za nią stanął Josh.
Jo: Dobra piękna, prędzej się zabijesz niż zejdziesz po tych schodach. - powiedział i wziął ją szybko na ręce. Już po kilku sekundach oboje znaleźli się u mego boku. Mina Michelle była wprost rozbrajająca.
Mi: Możesz mnie już postawić Josh...- powiedziała przez zaciśnięte zęby, po czym chłopak ją postawił. Nie wytrzymałem i zacząłem się śmiać.
Mi: Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne. Pogadamy jak tobie się coś się stanie.
J: Ale to nie ja cię wrzuciłem do wody.- palnąłem zanim pomyślałem i od razu pożałowałem swoich słów.
__________________________________________________
Hej :) To następny rozdział. Wiem, że krótki, ale nie mam zbytnio czasu na pisanie. Jutro postaram się dodać więcej.
05 stycznia 2013
Rozdział 3- Jeszcze tylko chwila...
* Martin*
Al: Coś wam się
przypala…- na te słowa Josh z moją siostrą podeszli do kuchenki, wyłączyli ją i
zdjęli z niej patelnię.
J: Co ty tu robisz?-
ponowiłem pytanie starając się zachować spokój, jednak całą nasza trójka miała
strach wymalowany w oczach.
Al: Ja tu mieszkam. Nie
zapominaj o tym synu.
J: Nie nazywaj mnie tak!
Za każdym razem kiedy nazywałem cię „mamą” popełniałem kolejny poważny błąd.
Mi: Do końca życia, twoim
domem pozostanie więzienie. O tym nie zapomnimy.
Al: Jak śmiesz tak do mnie
mówić?!- spytała unosząc głos.
Mi: Jak ja śmie?! Jak ty
śmiesz pojawiać się tutaj dokładnie w rok od twojej zbrodni?! Jakim cudem
znalazłaś się na wolności?!
*Michelle*
Kiedy mówiłam do swojej
rodzicieli rozsypywałam małe ilości mąki na podłogę a później napisałam w niej
‘Dzwoń po policję’. Josh obserwował mnie podczas tych czynności i od razu
dostrzegł telefon leżący na półce.
*Josh*
Kiedy tylko przeczytałem
napis na podłodze, chwyciłem telefon i wykręciłem domowy numer Michi i Martina.
Kiedy tylko rozbrzmiał się dzwonek telefonu matka rodzeństwa spojrzała na mnie.
Al: Idź odbierz. Nikomu
nic nie mów i Wyłącz telefon z gniazdka. Sprawdzę to. Zjeżdżaj!
Tego się właśnie
spodziewałem. Szybko zniknąłem z kuchni i jak tylko znalazłem się przy telefonie
przerwałem połączenie. Szybko wykręciłem numer na policję i już po pierwszym
sygnale odebrali telefon. Wyjaśniłem im całą sytuację i przysięgli, że za
najwyżej pięć minut ktoś przyjedzie. Zanim wróciłem na górę, upewniłem się, że
drzwi wejściowe i brama są otwarte.
*Martin*
J: Wynoś się stąd!
Al: Nie mam zamiaru! To
mój dom!
Mi: Chciałabyś! Ten dom
został zapisany mnie i Martinowi, więc to my decydujemy kto tu mieszka. Wynoś
się!- w tym momencie Josh wrócił do
kuchni, a Michi dostała z tak zwanego „liścia” w twarz. Chwyciła się za piekące
miejsce i spojrzała gniewnie na kobietę. Josh w ułamku sekundy znalazł się
zaraz przy niej.
Jo: Nic ci nie jest?
Jeszcze raz ją dotkniesz dziwko, a pożałujesz!- wydarł się do naszej
rodzicielki. Podniósł na nią rękę, którą szybka złapała siostra. Wszyscy
spojrzeliśmy na nią zdziwieni. Dziewczyna wyprostowała głowę i spojrzała prosto
w oczy kobiety.
Mi: Popraw… Śmiało.
Nadstawiam drugi policzek. No śmiało! Potrafiłaś zabić mojego ojca, a nie
potrafisz mnie teraz uderzyć?!
J: Michi, nie prowokuj
jej.
Mi: Nie z tobą
rozmawiam!- kurwa! O co jej chodzi? Czy ją już posrało? Do czego ona dąży?
Mi: Jesteś morderczynią i
dziwką…- mówiła z odrazą.- Nie masz prawa nazywać nas swoimi dziećmi. My nie
mamy matki. Nigdy jej nie mieliśmy. Myślisz, że nie wiem, że zdradzałaś ojca?
Myślisz, że on sam o tym nie wiedział? Myślisz, że nie zorientował się kiedy
byłaś w ciąży, którą z resztą usunęłaś?! Dlaczego oszukiwałaś tak wielu ludzi?
Nigdy poza domem nie nosiłaś obrączki, mając nadzieję, że cię ktoś przeleci,
co? W domu udawałaś wielce kochającą matkę i żonę, a to i tak tylko wtedy,
kiedy ktoś przychodził!
*Michelle*
Jeszcze tylko chwila
Michi. Wytrzymasz. Dasz radę. Jesteś silna… Jeszcze tylko chwila…
Patrzyłam swojej
rodzicielce prosto w oczy. Widziałam w nich łzy. W końcu ktoś ją uświadomił o
jej błędach, które popełniła. O wszystkich niedociągnięciach w jej próbach
zatuszowania jej zdrad i romansów. Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku i
wtedy do kuchni wbiegło trzech uzbrojonych facetów.
Al: Przepraszam Michelle…
Pewna osoba mnie do tego zmusiła…
J: To nie jest
wytłumaczenie mamo. Nigdy ci tego nie wybaczę…- tym razem po moim policzku
spłynęła łza.
*Josh*
J: Michi… Michi, nie
płacz. Już wszystko w porządku. Już jej tu nie ma. Słyszysz? Spokojnie… Jestem
przy tobie… Nie płacz…
Dziewczyna cała się
trzęsła, wtulając się we mnie. Opierałem brodę o jej głowę, głaszcząc ją po
włosach i plecach. Starałem się ją uspokoić, ale nic to nie dawało. Z chwili na
chwilę Michi traciła siły. Kiedy była już bliska upadku wziąłem ją na ręce, a
ona wtuliła swoją głowę między moją głową a obojczykiem. Zaniosłem ją do jej
pokoju i położyłem na łóżku. Odgarnąłem jej włosy z twarzy i pogłaskałem po
policzku.
J: Zostawić cię samą?-
spytałem nie będąc do końca pewien, co mam zrobić.
Mi: Nie. Proszę, zostań.-
powiedziała pociągając nosem i zrobiła mi miejsce obok siebie. Przytuliłem ją
delikatnie, a ona odwróciła się w moją stronę. Spojrzała mi w oczy i objęła
mnie lewą, zagipsowaną ręką.
Mi: Dziękuję, za to, co
dla mnie robisz. I za to, że zawsze jesteś przy mnie.
J: Nie masz za co
dziękować. Też byś tak postąpiła na moim miejscu… Od tego zresztą są
przyjaciele.- uśmiechnąłem się do niej lekko.
Mi: No tak… Przyjaciele… Ale
i tak dziękuję…
Wtuliła się we mnie mocno
i po kilku minutach odpłynęła do krainy Morfeusza.
______________________________________________________________
Hejka :) Kolejny, taki, krótki jakiś chyba... Nie wiem... Mam mało pomysłów... no cóż... Postaram się dzisiaj dodać jeszcze jeden ;) Co sądzicie? Przypominam o pytaniu zadanym pod poprzednim rozdziałem ;)
Pozdrawiam
Ola :)
Pozdrawiam
Ola :)
Rozdział 2- Dlaczego?
*Michelle*
Zamknęłam za sobą drzwi,
kule odstawiłam przy łóżku, na którym się położyłam. „Teraz, kiedy chciałem ci
się oświadczyć”- te słowa cały czas chodziły mi po głowie. Dochodzi już 22, a ja nadal nie mogę zasnąć.
Usłyszałam cichutkie pukanie do drzwi.
J: Proszę.- powiedziałam, odwracając się w ich stronę i ujrzałam Josha.
Jo: Hej. Nie śpisz jeszcze?- wszedł i zamknął za sobą drzwi.
J: Jakoś nie mogę zasnąć… Siadaj…- poklepałam miejsce obok mnie.
Jo: Jak się czujesz?- spytał zajmując wskazane mu miejsce.
J: Nawet dobrze. Żebra tylko trochę bolą…
Jo: A głowa? Nie bolą cię szwy?
J: Nie… Tylko trochę szczypią. Ale to nic.
Zapadła chwila ciszy, którą przerwałam.
J: Josh…
Jo: Tak Michi?- spojrzał mi w oczy i przeszedł mnie delikatny, dziwny, a
zarazem
przyjemny dreszcz.
J: Kto mnie uratował?
Jo: Lekarze…- spuścił wzrok tak, jakby chciał uniknąć odpowiedzi.
J: Nie chodzi mi o nich… Kto mnie wyłowił z jeziora?
Jo: Ja… Czemu pytasz?
J: Bo jestem bardzo wdzięczna za to co zrobiłeś. Jesteś moim bohaterem. Jak
mogę ci to
wynagrodzić?
Jo: Po prostu się uśmiechnij. To najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek
widziałem. Patrzył mi w oczy, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. Czułam się tak
jakbym miała motylki w brzuchu. Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale nie chcę żeby
się to kończyło…
*Josh*
Patrzyłem w te jej piękne
oczy, które już tak dobrze znałem. Miałem tak wielką ochotę ją teraz pocałować,
ale wiedziałem, że nie mogę tego zrobić. Nie teraz, kiedy w zasadzie odrzuciła
oświadczyny kolesia, z którym była rok. Jednak tym razem sobie nie odpuszczę.
Nie będę czekał aż znajdzie sobie kogoś innego. Kocham się w niej przecież od
10 lat. To jest miłość od pierwszego wejrzenia. A do tej pory nic z tym nie
zrobiłem… JAK JA MOGŁEM BYĆ TAKI GŁUPI ?!
Josh, kurwa, ogarnij się.
Ona coś do ciebie mówi!
*Michelle*
J: Josh, słuchasz ty mnie w ogóle?- spytałam machając mu ręką przed oczyma.
Jo: Przepraszam. Zamyśliłem się. Co mówiłaś?
J: Mówiłam… Mówiłam, że… Że jesteś dla mnie kimś naprawdę ważnym. Znamy się
już od 10 lat. Tobie zawsze się zwierzam i tobie najbardziej ufam… Jesteś moim
najlepszym przyjacielem i nigdy, ale to nigdy nie chcę cię stracić…
Jo: Miło mi to słyszeć Michi…- uśmiechnął się do mnie ciepło, a ja chciałam
mu dać całusa w policzek, ale chłopak niespodziewanie odwrócił twarz w moją
stronę i trafiłam w kącik jego ust. Przeszedł mnie ciepły dreszcz. Oboje się
zarumieniliśmy.
J: Josh… Cieszę się, że cię mam…
Jo: Od tego są przyjaciele, kochanie...- pocałował mnie w czoło i
delikatnie do siebie przytulił. Nie chciałam, żeby sobie poszedł. Kocham go już
od dobrych trzech lat… Ale chyba niestety moje uczucia nie są przez niego
odwzajemniane. Kiedy pojawił się Chris myślałam, że to może coś zmieni… Myliłam
się… Wtulona w umięśniony tors Josha wspominałam, co się dzisiaj wydarzyło. Łzy
same popłynęły mi z oczu. Kiedy blondyn to zauważył, nie powiedział ani słowa,
zamiast tego po prostu mocno mnie przytulił. Po pewnym czasie zasnęłam wtulona
w jednego z czterech najważniejszych mężczyzn mojego życia.
*Martin*
J: Zasnęli oboje u Michi.- powiedziałem do swojej dziewczyny wracając na
kanapę.
A: Oni by do siebie pasowali, nie sądzisz?
J: Na pewno oboje na siebie zasługują.
A: Z całą pewnością… Jaki Josh ma stosunek do Michi?
J: Taki sam jak ona do niego.- zaśmiałem się krótko widząc zakłopotaną minę
Anny.
A: To znaczy?
J: Na pewno nie czysto przyjacielski.
A: Aha, czyli ty też już wiesz.
J: O czym?
A: No o tym, że Michi podoba się Joshowi, a Josh Michi.
J: Wow! To naprawdę działa. Do niedawna wiedziałem tylko o tym pierwszym.
Ej! Moment! Skąd ty wiesz, że moja siostra podoba się blondasowi?
A: No proszę cię, skarbie… Do tego nie trzeba wiedzy. Jestem kobietą i
jednocześnie ich przyjaciółką. To widać i to z daleka. To jak Josh patrzy na
Michi, to jak oboje się robią rozpromienieni na swój widok. Wystarczy umieć
patrzeć kochanie.
J: Michi tylko przy nim głośno się śmieje. Tylko on potrafi ją tak
rozbawić.
A: Też to zauważyłeś?- zaśmialiśmy się oboje i głośno westchnęliśmy.
J: Tylko dlaczego ona była z tym palantem, a nie z Joshem?
A: Nie wiem, ale myślę, że brakowało jej odwagi.
J: Pewnie tak.
A: Tylko kto teraz zajmie jej miejsce w drużynie… Nie mamy kapitana i
głównej rozgrywającej przez miesiąc.
J: Miejsce rozgrywającej na pewno zajmiesz ty. Na twojej pozycji pewnie będzie
grała Cleo a za nią wejdzie Louise.
A: No w sumie… To by było całkiem logiczne. Trener wie?
J: Nie… Powiem mu jutro na treningu… Tylko zastanawiam się nad tym czy
powiedzieć, że to Chris…
A: Jeśli to zrobisz, to na pewno wyleci z drużyny…
*Chris*
Cały czas nie mogę
zrozumieć, dlaczego to zrobiłem… Do jasnej cholery! Przecież ja ją kocham!
Siedzę oparty o łóżko od
wyjścia Cleo. Chyba właśnie wróciła… Otarłem policzki które cały czas były
mokre i w progu stanęła blondynka. Widać było, że płakała. W głowie od razu
rozbrzmiał mi głos mówiący, że Michi nie żyje.
J: Nie… Błagam, nie mów, że… Nie… Proszę…
C: Nic jej nie jest… Ale powiedz mi… Coś ty jej do cholery zrobił, że Josh
i Martin mają ochotę Cię zabić? Coś ty odpierdolił Chris?!
J: Popchnąłem ją… I wpadła do wody.
C: Popchnąłeś ją?
J: W zasadzie to ją uderzyłem… W twarz… Z pięści…
C: I to wszystko?
J: Nie…
C: Przecież wiesz, że i tak będziesz musiał wszystko powiedzieć.
J: Ona… Michelle… Michi się uderzyła w głowę wpadając do stawu… W wodzie…-
do oczu napływały mi kolejne łzy bo dopiero teraz docierało do mnie mnóstwo
szczegółów.
C: W wodzie co?
J: W wodzie pojawiła się krew… W dodatku Michi nie umie pływać…
C: Dlaczego, co?
J: Co dlaczego?
C: Dlaczego to zrobiłeś? Chris przecież ty tylko wyglądasz na takiego, a
teraz dajesz wszystkim powody do tego, żeby w to wierzyć…
J: Cleo!- przerwałem jej.- Ja nie wiem! Nie wiem! Rozumiesz?! Nie wiem!- w
końcu nie wytrzymałem i uniosłem głos. Miałem tego dosyć. Przecież nie chciałem
jej zrobić krzywdy.
C: Ja… Ja cię po prostu nie poznaję Chris… Strasznie się zmieniłeś…
J: Przestań Cleo! Przestań pieprzyć głupoty! Mało brakowało, a zabiłbym
kogoś kogo kocham! A ty tu teraz stoisz i mi pierdolisz o tym, że się
zmieniłem?! Wyobraź sobie, że teraz ty nieświadomie krzywdzisz Martina i ja ci
mówię takie rzeczy! Jak byś się czuła, co?! Odwal się ode mnie i wypierdalaj do
siebie!
*Cleo*
Jak on w ogóle może tak
do mnie mówić? Kurwa! Przecież jestem jego siostrą! Do moich oczu napłynęły łzy,
bo zabolało mnie to co powiedział. Trafił na mój czuły punkt. Już od kilku lat
Martin jest dla mnie kimś wyjątkowym, ale obiecałam sobie, że nie zepsuję tego,
co jest między nim i Anną.
Ch: No wynoś się stąd do cholery! Nie stój tutaj jak słup soli i się nie
gap! Wyjdź stąd! Już!- był już cały czerwony i opuchnięty od płaczu.
J: Michi kazała cię przeprosić…- wyszeptałam czując jak pojedyncza łza
spływa po moim policzku.
Po tych słowach usłyszałam kroki charakterystyczne dla mojej mamy.
M: Co tu się dzieje?- powiedziała stając w progu.-Coś ty tu zrobił? Chris,
co się stało?- powiedziała i podeszła do niego. Wyszłam szybko z pokoju i
poszłam do siebie. Wzięła klucze od strychu i udałam się na najwyższe piętro
domu. Otworzyłam drzwi, a potem zamknęłam je na klucz. Uśmiechnęłam się czując
miękką podłogę wyciszonego pomieszczenia. Chwyciłam pilot leżący na komódce
stojącej zaraz obok wejścia i włączyłam wieżę. Usłyszałam pierwsze dźwięki mojej
ulubionej piosenki i oddałam się tańcu.
* Josh *
Jest trzecia w nocy…
Śniło mi się, że Michi nie żyje. Nie mogę teraz zasnąć. Tak się cieszę, że leży
tu teraz wtulona w mój tors i słodko śpi.
M: Josh…- wyszeptała
ledwo słyszalnie obawiając się pewnie, że śpię. Nie wiedziałem co zrobić i nim
zdecydowałem czy się odezwać przerwał mi głos szatynki.
M: Śpisz… No nic…
Chciałam ci tylko powiedzieć, że cię kocham… I… Cieszę się, że cię mam…
Dobranoc…
Nie docierało do mnie, co
właśnie się stało. Te dwa słowa cały czas powtarzały się w mojej głowie. Nawet
nie wiem kiedy odpłynąłem do krainy Morfeusza.
Zapewne każdy miewa czasem gorszy humor. Jednym
zdarza się to częściej, a drugim rzadziej. Czasem mamy tak, że za kimś
strasznie tęsknimy… Jednak najgorsza tęsknota, to ta, za osobą, która już na
pewno nie wróci… Ja mam taką osobę, a w
zasadzie dwie…Bardzo za nimi tęsknię… Jest to zmarła osiem lat temu moja babcia
i mój Przyjaciel Mikołaj, który odszedł z tego świata w 2010roku, z powodu raka
mózgu. To opowiadanie chciałabym zadedykować właśnie Im, ponieważ bardzo
korzystnie na mnie wpłynęli… Mam nadzieję, że byliby dumni z tego, co udało mi
się osiągnąć, i z tego jak sobie w życiu radzę, bo łatwo nie jest…
*Michelle* (link do Asaf Avidan – One Day)
O mój boże… Co tak
pięknie pachnie? Czy ja już jestem w niebie? Stop!
Zerwałam się do pozycji
siedzącej otwierając oczy, przez co
spotkałam się z okropnym bólem głowy. Złapałam się za czoło i rozejrzałam po
pokoju. Miejsce, które w nocy było zajęte, przez Josha było puste.
Wstałam z łóżka i chwyciłam się za kostkę, która nadal mnie bolała. Ruszyłam
w kierunku, z którego dochodził ten niebiański zapach.. Kiedy znalazłam się w
małej kuchni na piętrze, zobaczyłam Josha w samych majtkach i fartuchu. Stał przy kuchence i smażył naleśniki nucąc
lecącą w radiu piosenkę (Asaf Avidan- One day). Zawsze kiedy był w dobrym nastroju
to tak właśnie się zachowywał. Dawno nie widziałam go w takim stanie. Ledwo
powstrzymywałam się od śmiechu stojąc oparta o futrynę. W pewnym momencie
blondyn się odwrócił i spojrzał prosto w moje oczy. Znowu ten przyjemny
dreszcz.
Jo: Hej śliczna.- powiedział i szeroko się uśmiechnął.– Jak się czujesz?
J: Hej. Nawet dobrze, dziękuję.- powiedziałam podchodząc do niego i
sprzedając mu buziaka w policzek na dzień dobry.
Jo: Wyspałaś się?
J: Mhm. A jaką miałam wspaniałą pobudkę…- powiedziałam rozmarzona.
Jo: Przeze mnie?- spytał ze smutną minką, a ja krótko się zaśmiałam.
J: No… W zasadzie to tak.
Jo: Przepraszam Michi, nie chciałem cię budzić. Tak słodko spałaś, starałem
się…
J: Przestań wariacie!- zaczęłam się śmiać.- ten piękny zapach mnie obudził.
Byłeś cichutko jak myszka pod miotłą. – Znowu się roześmiałam, a chłopak zrobił
gniewną minę. Wiedziałam, co to oznacza. KARNE
ŁASKOTKI. Gdyby nie ból w kostce już by nie tam nie było i uciekłabym
przed blondynem. Tym razem jednak był szybszy i już po chwili oboje łaskotaliśmy
się wzajemnie, chociaż ja miałam utrudnione zadanie przez rękę w gipsie. W pewnym momencie Josh się poślizgnął i
pociągnął mnie za sobą. Nasze usta dzieliło jedynie kilka centymetrów.
Patrzyliśmy sobie w oczy, a ja tonęłam w jego zielonych tęczówkach. Zbliżaliśmy
się do siebie powoli, ale poczułam na sobie czyjeś spojrzenie i momentalnie
odsunęłam się od chłopaka.
J: Pomożesz mi wstać?- spytałam nadal patrząc mu w oczy. Chłopak spojrzał
na mnie lekko zmieszany i oboje powróciliśmy do pozycji stojącej. Josh spojrzał
mi przez ramie i zawiesił na czymś wzrok. Podążyłam za jego spojrzeniem i nie
mogłam uwierzyć własnym oczom. W mojej kuchni stała ONA…
*Josh*
Mój boże.. Co ona tu robi? Ja pierdole… Nie no, to chyba jakiś żart! Poczułem
jak Michi bierze mnie za rękę i się do mnie przybliża. Pewnym momencie
zasłoniłem ją ramieniem, chociaż nie zmniejszyło to naszego strachu…
*Michelle*
J: Martin!- krzyknęłam na całe gardło.- Martin! Martin, szybko! Błagam!
Martin!- czułam jak do oczu napływają mi łzy. Ścisnęłam dłoń Josha jeszcze
mocniej i już po kilku sekundach w kuchni znalazł się mój brat.
Ma: Mama...? Co ty tu robisz?
________________________________________________________
Hej :) I oto jest rozdział drugi. Tak sobie mi wyszedł. Serio, nie podoba mi się. No, ale ocenę pozostawiam Wam moi drodzy czytelnicy. Nie wiem ile dokładnie Was jest, ale cieszę się, że chociaż niektórzy komentują. Bardzo Wam z resztą za to dziękuję. Do tej pory gęba mi się cieszy wspominając słowa zawarte w komentarzach :)
Co do rozdziałów i opowiadania to mam kilka informacji i pytań:
Co do rozdziałów i opowiadania to mam kilka informacji i pytań:
1. Rozdziały będą się pojawiać w każdy weekend. Prawdopodobnie po dwa lub trzy rozdziały.
2. To opowiadanie zawiera dużo wątków zaczerpniętych z mojego życia, a niektóre postacie są wzorowane na osobach, które występują w moim życiu.
3. Teraz pytanie- Chcecie zobaczyć jak wyobraziłam sobie wygląd domu, i pokoi bohaterów? Bo zastanawiam się, czy dodać rysunki mojego autorstwa czy też nie... Mam nadzieję, że odpowiedzą więcej niż 4 osoby bo sądząc po ilości wyświetleń trochę więcej osób czyta.
W każdym razie. Piszcie co sądzicie o rozdziale.
Pozdrawiam
Ola :)
W każdym razie. Piszcie co sądzicie o rozdziale.
Pozdrawiam
Ola :)
31 grudnia 2012
1. Michelle, słyszysz mnie?
Tak na wstępie chciałam wyjaśnić jaki skrót w dialogach będzie czyj:
Michelle: Mi
Martin: Ma
Josh: Jo
Anna: A
Cleo: C
Chris: Ch
Harry: H
Niall: Ni
Liam: Li
Zayn: Z
Louis: Lou
Louise: Lo
Nathan: Na
Marc: Mr
Charles: Chr
Abbey: Ab
Robert: R
Mary: Mry
Brett: B
Lucy: Lu
Alice: Al
Marcus: Mrcs
Michelle: Mi
Martin: Ma
Josh: Jo
Anna: A
Cleo: C
Chris: Ch
Harry: H
Niall: Ni
Liam: Li
Zayn: Z
Louis: Lou
Louise: Lo
Nathan: Na
Marc: Mr
Charles: Chr
Abbey: Ab
Robert: R
Mary: Mry
Brett: B
Lucy: Lu
Alice: Al
Marcus: Mrcs
*Michelle*
Koniec
treningu. Idziemy się teraz wykąpać i przebrać. Pierwsze w kolejce są dziewczyny,
bo taka jest nasz tradycja. Zapomniałam zabrać ze sobą czystą bieliznę i
musiałam powrócić do reszty drużyny w samym ręczniku. Ledwo zakrywał mi tyłek,
więc wszyscy chłopcy ( z wyjątkiem Josha), a jest ich siedmiu, mieli wywieszone
jęzory. Szybko założyłam majtki i odwróciłam się w ich stronę. Nadal się na
mnie gapili.
J:
Czego się tak gapicie? Zaraz wam oczy z orbit wylecą.
Ma:
Ja się patrzę na siostrę.- puścił do mnie oczko, a ja wytknęłam do niego język.
Ch:
Ja na swoją dziewczynę. Mam do tego prawo.
Ma:
Ej.-powiedział groźnie, a wszyscy się zaśmiali.
Jo:
Ja się nie patrzę.- powiedział i pocałował mnie w policzek, bo stał obok.
J:
No, jeden normalny. Was nie pytam, bo nawet wymówki nie macie.
Trzeba przyznać, że jako drużyna jesteśmy zgrani. Gorzej
jest jeśli chodzi o stosunki poza siatkarskie. Odwróciłam się od chłopaków i
zaczęłam szukać stanika. Odwróciłam się z powrotem do nich i się rozejrzałam. Dziewczyny jeszcze nie wróciły z pod prysznica. Kurde, mam pecha.
Nałożyłam stanik na ręcznik i jedną ręką trzymając biustonosz wyciągnęłam
ręcznik. Obróciłam głowę do chłopaków.
J:
Em… Pomoże mi ktoś?- każdy z wyjątkiem Martina i Josha wyszczerzył się w głupim
uśmiechu.- Zboczuchy! Josh..?
Chłopak bez słowa, chwycił paski
biustonosza i szybko uporał się z zapięciem.
J:
Dzięki kochanie.- powiedziałam i obdarowałam go całusem w policzek.
Jo:
Nie ma za co słońce.
Ch:
Ej! To moja dziewczyna!
Jo:
Ale moja przyjaciółka.- przytulił mnie mocno do siebie, co trochę śmiesznie
wyglądało,
bo stał w samych bokserkach, a ja
bieliźnie.
Ch:
Nie przeginaj…
J:
Chłopcy… Zachowujecie się jak pięcioletnie dzieci, które kłócą się o zabawkę. A
ja nie
lubię być traktowana jak
przedmiot.- zrobiłam smutną minkę, co momentalnie podziałało.
Kiedy już wszyscy byli umyci i
ubrani wyszliśmy z hali.
J:
Martin! Ja idę z Chrisem!- krzyknęłam do brata, Josha oraz Anny i pomachałam im na pożegnanie.
Po kilku minutach byliśmy już w Milkshake City. Weszliśmy do kawiarni i
zamówiliśmy po shake’u waniliowym. Kiedy otrzymaliśmy nasze zamówienie
poszliśmy na spacer. Po 15 minutach byliśmy już w parku.
J:
Chris…
Ch:
Tak?
J:
Musimy porozmawiać…
Ch: Przecież rozmawiamy.- zaśmiał
się krótko i spojrzał na mnie.
J:
No tak, ale chce porozmawiać o nas…
Ch:
O co ci chodzi?- spytał wstając i podchodząc do kosza.
J:
O to, co jest między nami… A raczej o to, czego nie ma.- powiedziałam,
podeszłam do
niego, wyrzuciłam kubek i
ruszyłam dalej.
Ch:
Chyba nadal cię nie rozumiem.
J:
No… Jesteśmy już razem rok…
Ch: Michi… Powiedz wreszcie o co
chodzi.- powiedział już trochę podenerwowany.
J:
Problem w tym, że nie za bardzo wiem jak…- staliśmy nad brzegiem stawu.
Ch:
Najlepiej tak, żebym zrozumiał.- uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja
odwzajemniłam
to lekkim uniesieniem kącików
ust.
J:
Chris… Mam pytanie.
Ch:
No dawaj.
J:
Czy ty mnie kochasz?
Ch:
Oczywiście, że cię kocham Michelle. Dlaczego w ogóle o to pytasz?
J:
Bo…
Ch:
Bo co skarbie?- w jego oczach czaiła się złość.
J:
Ja…
Ch:
Co ty ? Wyduś to z siebie wreszcie – stawał się coraz bardziej nerwowy
J:
Ja już nie czuję tego co rok temu. – powiedziałam szybko wpatrując się w wodę.-W zasadzie nigdy tego nie czułam... Przepraszam, ale kocham kogoś innego...
Ch:
Słucham ?
Spojrzał na mnie momentalnie puszczając moją dłoń. Milczałam
dalej patrząc się w to samo miejsce. Po kilku sekundach Chris chwycił mnie za
podbródek i zwrócił moją twarz na wprost swojej.
J:
Chris, przepraszam…
Ch: Znalazłaś sobie kogoś lepszego? Kogoś, kogo polubili twoi
przyjaciele.
J:
Chris… - chciałam mu wytłumaczyć ale mi przerwał
Ch:
Nosz ja pierdole ! Dlaczego to ja mam takie szczęście, co? Dlaczego teraz?
Dlaczego
nie wcześniej?
J:
Nie wiem – wyszeptałam
Ch:
Dlaczego teraz, kiedy chciałem ci się oświadczyć? – do jego oczu napłynęły łzy,
a
mnie totalnie zatkało.
J:
Mam nadzieję, że spotkasz kobietę godną twojej miłości i mi to wybaczysz.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w kierunku domu. Nie
zdążyłam zrobić drugiego kroku, bo poczułam szarpnięcie. Torba, którą miałam na
ramieniu wylądowała na ziemi, a ja zaraz za nią.
J:
Co ty robisz? – powiedziałam próbując wstać. Chłopak chwycił mnie za ramię i
przywrócił do pozycji stojącej. Momentalnie poczułam przeszywający ból w ręce. Chyba jest złamana.
Ch:
Jesteś dokładnie taka jak twoja matka ! – po tych słowach strzeliłam mu w
twarz.
J:
Nie masz prawa mnie do niej porównywać !
Tym razem to ja dostałam w twarz. Zakręciło mi się w głowie
i zaczęłam się zataczać do tyłu. W pewnym momencie potknęłam się i wpadłam do
wody. Zaczęłam się topić, ponieważ nie umiem pływać. Po krótkim czasie straciłam
przytomność.
*Josh *
Przechodziłem
akurat parkiem i zobaczyłem Michi z Chrisem. Widać było że się kłócą. Kiedy
Michelle chciała odejść ten gnojek pociągnął ja na ziemię. Szybko ruszyłem w
ich stronę. Michi spoliczkowała Chrisa, a on jej walnął z pięści. Zaczęła się
zataczać kierunku stawu. Przecież ona nie umie pływać!
J:
Hej! Ty! Dzwoń po pogotowie, dziewczyna się topi – krzyknąłem do jakiegoś
chłopaka widząc jak Michelle wpada do wody. W biegu zdjąłem koszulkę i buty, a
stojąc przy brzegu szybko zrzuciłem spodnie i wskoczyłem do wody. Szybko ją
znalazłem. Leciała jej krew z nosa i łuku brwiowego. Była nieprzytomna.
Wyłowiłem ją i przeniosłem na kawałek równej drogi. Koleś, którego prosiłem o
telefon stał już przy nas. Rozpocząłem resuscytację, bo Michi nie oddychała.
Trzy razy zrobiłem sztuczne oddychanie i zacząłem uciskać jej klatkę piersiową.
Robiłem już trzecią serię i dziewczyna w końcu odzyskała przytomność. Po
Chrisie nie było już śladu.
J:
Michi… Michi, słyszysz mnie?- powiedziałem przechylając ją na bok. Ścisnęła
moją rękę. Okej, słyszy.- Zaraz przyjedzie pogotowie. Nie bój się, jestem przy
tobie.
Zaraz po tym znowu straciła przytomność, ale oddychała.
Kiedy przyjechało pogotowie, podziękowałem chłopakowi za pomoc oraz za to, że
zebrał moje rzeczy i wsiadłem do karetki. Musiałem powiedzieć, że jestem jej
chłopakiem, bo inaczej by mnie nie wpuścili. Kiedy dojechaliśmy już do
szpitala, Michi od razu zabrali na badania. Pielęgniarka dała mi ręcznik, bo
cały czas byłem mokry. Dobrze, że bokserki mi już wyschły, to mogłem się ubrać.
Jak tylko to zrobiłem, zadzwoniłem do Martina. Po pięciu minutach przyjechał do
szpitala. Prawie, że wybiegł z windy. Nikt mnie o niczym nie informował.
Siedziałem na podłodze z twarzą schowaną w rękach.
Ma:
Gdzie ona jest? Co się stało? Josh, powiedz coś- powiedział podnosząc mnie z
podłogi.
J:
Nie wiem gdzie jest!- odwróciłem głowę tak, żeby nie widział moich łez.
Ma:
Josh? Co się stało? Czemu płaczesz? Jezus Maria… Czy coś jej się stało? Powiedz
wreszcie.
J:
Martin! Nie wiem! Nikt mi o niczym nie mówił!- po policzku spłynęła mi kolejna
łza-
Zabrali ją zaraz jak tu
przyjechaliśmy…- powiedziałem już nieco spokojniej.
Ma:
Co się właściwie stało?
J:
Podtopiła się…
Ma:
Sama, czy ktoś jej w tym pomógł?
J:
Chyba się kłóciła z Chrisem. Spoliczkowała go, a zaraz po tym sama dostała w
twarz.
Uderzył ją tak mocno, że
zatoczyła się do stawu. Dobrze, że akurat przechodziłem przez
park. Kto wie, jakby się to
skończyło…- pociągnąłem nosem i otarłem policzki wierzchem dłoni. Po raz
pierwszy Martin widział jak płaczę. To były łzy złości, smutku i obawy.
Tak bardzo kocham Michelle, a ona tego totalnie nie widzi.
Traktuje mnie tylko jako przyjaciela… No trudno… Już się przyzwyczaiłem… Chris
gorzko pożałuje tego co zrobił… Już ja o to zadbam…
* Martin*
Jak tylko
Josh mi wszystko powiedział, miałem ochotę dorwać tego gnoja. Jednak w tym
momencie bardziej martwił mnie stan Michelle i Josha. Po raz pierwszy widziałem
go płaczącego i tak przerażonego. Przytuliłem go mocno do siebie i zacisnąłem
zęby żeby samemu się nie rozkleić. Mój najlepszy przyjaciel płakał teraz jak
małe dziecko. Byłem totalnie bezradny i to mnie dobijało. Josh coś powiedział, ale tak cicho i niezrozumiale, że nie wiedziałem co.
J:
Co mówisz?- powiedziałem odsuwając go od siebie.
Jo:
Kocham ją…
J:
Kogo?
Jo:
Twoją siostrę…
J:
Co? Od kiedy? Czemu mi nie powiedziałeś?- zszokowało mnie to trochę.
Jo:
Bo się wstydziłem i trochę bałem, że nasza przyjaźń się rozpadnie.
J:
Aleś ty głupi. Nigdy nie przestaniesz być moim przyjacielem.- poczochrałem mu
włosy
i ciepło się uśmiechnąłem.
Jo:
Nie jesteś zły?
J:
Trochę. Bo nie powiedziałeś od razu.
Jo:
Koleś. Ja za nią szaleję od podstawówki. Wtedy się jeszcze nie przyjaźniliśmy.
J:
I ty jeszcze nic w tej sprawie nie zrobiłeś?
Jo:
No tak jakoś wyszło. Przecież wiesz, że boję się mówić o uczuciach.
J:
No tak wiem. Miche też jest skryta, jeśli o uczucia chodzi. Ale z tego, co mi
wiadomo,
to tobie się najczęściej
spowiada.- zaśmialiśmy się cicho. Podszedł do nas doktor.
D: Pan jest bratem panny Carter?-
zwrócił się do mnie.
J:
Tak. Co z nią? Czy wszystko w porządku?
D: Tak. Właśnie zakładamy jej
szwy na łuku brwiowym i będzie mogła iść do domu.
Miała wiele szczęścia. Dobrze, że
był pan na miejscu.- zwrócił się do Josha, a on tylko
skinął głową.
D: Gdyby jednak pańskiej siostrze
coś dolegało proszę zadzwonić lub od razu przyjechać.
Ma ślady po lekkim wstrząśnieniu
mózgu.
J:
Dobrze, będę pamiętał. Dziękuję panie doktorze.
D: To koledze powinien pan
podziękować. Gdyby nie on, panna Carter prawdopodobnie
nie wyszła by z tego tak dobrze.
Życzę państwu miłego dnia i spokojnego powrotu do
domu. A teraz przepraszam muszę
iść do następnego pacjenta.
J: Dziękujemy.
*Chris*
Jezu Święty! Co ja zrobiłem?! Ja pierdole! Ona się topi! Nie
wiem co mam zrobić. Sparaliżowało mnie. Ktoś mnie nagle szturchnął i zaraz po tym
wskoczył do wody. Spanikowany ruszyłem biegiem w kierunku domu. Trafiłem tam po
pięciu minutach. Kiedy tylko zamknęły się za mną drzwi frontowe pobiegłem do
swojego pokoju i zatrzasnąłem się w
nim. Zacząłem uderzać w ściany i szafki, kopałem wszystko co mi się nasunęło.
Ja ją kochałem i zrobiłem jej krzywdę. Nawet nie wiem czy
ona żyje. Nadal ją kocham. Tak długo się do tego zbierałem. Dzisiaj chciałem to
zrobić, chciałem jej się dzisiaj oświadczyć. A ona mi powiedziała, że mnie
nie kocha… Wyjąłem z kieszeni małe czerwone pudełeczko, w którym znajdował się
pierścionek. Popatrzyłem na nie i rzuciłem nim nie patrząc gdzie poleci.
Usłyszałem dźwięk tłuczonego szkła. Czułem jak po policzkach płyną mi łzy. Do
pokoju wbiegła przestraszona Cleo.
C:
Co tu się…?- nie dokończyła bo padłem na kolana i zacząłem szlochać.
*Cleo*
Podeszłam szybko do Chrisa. Jeszcze nigdy nie widziałam go w
takim stanie. Kucnęłam przy nim
i mocno go przytuliłam. Płakał jak małe dziecko. Rozejrzałam się po pokoju i moją uwagę przykuło małe czerwone pudełeczko leżące obok potłuczonego zdjęcia, na którym był mój brat i Michelle.
i mocno go przytuliłam. Płakał jak małe dziecko. Rozejrzałam się po pokoju i moją uwagę przykuło małe czerwone pudełeczko leżące obok potłuczonego zdjęcia, na którym był mój brat i Michelle.
J:
Chris… Spokojnie… Jestem tu… Spokojnie…- głaskałam go po głowie ale to nie
pomagało.
Ch:
Ja… Ja ją chyba zabiłem…- powiedział i znowu zaczął płakać.
J:
Boże święty! Jaką JĄ? Kogo zabiłeś?
Ch:
Michi…
Po tych słowach zerwałam się na równe nogi, pobiegłam do swojego
pokoju, wzięłam torebkę, ruszyłam do
samochodu i pojechałam do szpitala. Kiedy już się tam znalazłam, pielęgniarka
udzieliła mi wiadomości na temat miejsca, w którym teraz przebywa i od razu tam
pobiegłam. Wychodząc z windy zauważyłam Josha i Martina. Widać było, że płakali
i są mocno wkurwieni.
J:
Martin!- podbiegłam do chłopaka.
Ma:
Co chcesz?- powiedział chłodno.
J:
Co z nią? Nic jej nie jest? Żyje? Powiedz proszę…
Ma:
Żyje…
Jo:
Ale było blisko, dzięki twojemu braciszkowi.-powiedział przez zaciśnięte zęby
wcale
na mnie nie patrząc.
J:
Chłopaki… Słuchajcie… Wiem, że zwykłe 'przepraszam' nic tu nie da. Przyznam, że
właściwie nic nie wiem na temat
tego, co Chris zrobił Michi, ale wiem, że chciał jej się
dzisiaj oświadczyć. Znam go…
Uwierzcie mi… On by jej nigdy w pełni świadomie nie
skrzywdził…
Ma:
Ona mogła przez niego zginąć, a ty mi mówisz, że by jej nie skrzywdził?!- mówił
mając łzy w oczach.- Jak w ogóle
śmiesz tu przychodzić?
Jo:
Przecież wy się nienawidzicie!
J:
Może i Michi mnie nienawidzi. Nie dziwię jej się. Sama siebie nienawidzę. Ale
ja… Twoja siostra Martin, zawsze była, jest i będzie dla mnie autorytetem.
Zawsze chciałam być taka jak ona. Nie wierzycie mi..?
*Anna*
Dostałam właśnie Sms-a od Martina.
Ann, Michelle jest w szpitalu. Czekaj na nas
u mnie. M.
Myślałam, że zawału dostanę. Oczywiście od razu złapałam za
kluczyki od samochodu i pojechałam do domu mojego chłopaka. Po dziesięciu
minutach siedziałam w ich wielkim salonie.
Minęła już godzina, a ich jeszcze nie ma. W dodatku nadal nie wiem co się
stało. ZARAZ ZWARIUJĘ!!!
*Michelle*
Obudziłam się w szpitalu. Pamiętam wszystko do momentu, w
którym straciłam przytomność. Rozejrzałam się po sali. Było w niej mnóstwo
ludzi. Każdy coś robił. W końcu podeszłą do mnie jakaś młoda kobieta.
K: Słyszysz mnie?- kiwnęłam
głową- Dobrze wszystko widzisz?
J:
Raczej tak.- odpowiedziałam zachrypniętym głosem.
K: Musimy ci założyć szwy,
usztywnić kostkę i lewą rękę.
J:
Kiedy mogę wyjść?
K: Jak tylko wykonamy całą naszą
robotę. Cierpliwości dziecko.- uśmiechnęła się do mnie ciepło i odeszła na bok.
Jej miejsce zajął wysoki młody mężczyzna o czarnych włosach i równie czarnych
oczach. Miałam wrażenie, że skądś go znam.
Mr: Jestem Marc i zajmę się teraz
twoim łukiem brwiowym. Spokojnie nie będzie blizny.-
uśmiechnął się do mnie przyjaźnie
i chwycił igłę. Szybko wykonał swoje zadanie i pomógł mi wstać.
Mr: Kręci ci się w głowie?
J:
Trochę…- powiedziałam czując jak tracę równowagę. Zauwarzając to mężczyzna wziął
mnie
na ręce i przeniósł na inny
fotel.
Mr: Miałaś szczęście dziewczyno,
że ten chłopak cię uratował.
J:
Nie wiem kto mnie uratował…
Mr: Nie wiem kim on dla Ciebie
jest ale jestem pewien, że jesteś dla niego najważniejszą
kobietą na świecie. Naprawdę się
o ciebie martwił.
J:
Jest w szpitalu?
Mr: Tak, czeka na korytarzu. A teraz
uwaga, może trochę zaboleć.- syknęłam z bólu kiedy
mężczyzna nastawił mi łokieć i
zaczął owijać go gipsem.
J: Kiedy będę mogła znowu grać w siatkówkę?
Mr: Oj… Obawiam się, że najprędzej
za miesiąc.
J:
Co? No nie… Trener mnie zabije…
Mr: W jakiej drużynie grasz?
J:
W licealnej, ale mamy zamiar ciągnąć to dalej po ukończeniu szkoły.
Mr: To ty jesteś tą genialną panią
kapitan, o której tyle słyszałem?
J:
Możliwe… Zależy od kogo pan słyszał?
Mr: Od Anny. Jestem jej kuzynem.
J:
Racja! Teraz już wiem skąd pana kojarzę. Widziałam pańskie zdjęcia.
Mr: Nie mów do mnie pan, bo się
czuję stary.
J:
Przepraszam.- uśmiechnęłam się delikatnie. Właśnie zorientowałam się, że jestem
ubrana w te słynne piżamki szpitalne. Kiedy Marc to zauważył zaśmiał się cicho
i podał mi moją sukienkę. Później pomógł mi się w nią przebrać za co również
byłam mu wdzięczna.
Kiedy Marc
skończył gipsować moją rękę i usztywniać moją kostkę, wręczył mi kule i pomógł
wyjść z sali. Moim oczom ukazał się trochę niespotykany obrazek. Czerwony od
płaczu Josh, na maksa wkurwiony Martin i smutna Cleo. Kiedy Josh mnie zobaczył
od razu do mnie podbiegł i delikatnie mnie przytulił tak jakby dokładnie
wiedział co mnie boli. Następny był Martin. Kiedy się ode mnie odsunął
spojrzałam zdziwiona na Cleo.
J:
Co ty tu robisz?
Mr: To ja już was zostawiam.
Uważaj na siebie mała.- powiedział i ucałował mnie w
policzek. Wszyscy spojrzeli na
nas zdziwieni.
J:
No więc? Brat cię przysłał?
C:
Nie… On… Z resztą, nie chcę o nim teraz rozmawiać… Martwiłam się o ciebie… Chris
zachował się jak debil… Josh mi powiedział co się stało… Przepraszam cię za niego…
zachował się jak debil… Josh mi powiedział co się stało… Przepraszam cię za niego…
J: Nie ty powinnaś mnie przepraszać…
C:
Wiem… Ale przepraszam też za wszystko, co zrobiłam przeciwko tobie i twoim
bliskim…
J:
Wiesz, że sporo tego było…
C:
Wiem, jednak proszę o ostatnią szansę.
J:
Przemyślę to, ale niczego nie obiecuję. Trudno ci będzie z powrotem odzyskać
moje
zaufanie.- przeszłam obok niej,
ale na chwilę się zatrzymałam i odwróciłam w jej stronę-
Cleo… Przeproś brata…- ruszyłam w
kierunku windy, a zaraz za mną chłopcy.
Całą drogę do domu spędziliśmy w ciszy. Chłopcy oczywiście
pomogli mi wysiąść z auta, a Josh nawet zaniósł mnie do domu i dopiero tam mnie
postawił. Nawet nie wiem kiedy Anna znalazła się przy mnie i mocno mnie
przytulała. Syknęłam z bólu, bo bolały mnie żebra po reanimacji. A nadal nie
wiem kto mnie uratował… Kiedy tylko Anna wypuściła mnie ze swoich objęć poszłam
do siebie.
*Anna*
J: Powie mi ktoś wreszcie co się stało?- zwróciłam się do chłopaków stojących przede mną. Josh tylko spojrzał na mnie wkurwiony. Jednak z sekundy na sekundę jego spojrzenie przejmował smutek i łzy. Kiedy pierwsza słona kropelka popłynęła po jego policzku podeszłam do niego i go przytuliłam, a on wtulił się we mnie zanosząc się cichym szlochem.
____________________________________________________
Hej :) A oto pierwszy rozdział... Taki sobie... Ale jest... Proszę o komentarze, bo to naprawdę niewiele dla Was, a dla mnie znaczy ogromnie dużo ;)
Pozdrawiam
Ola
PROLOG
Ten dzień miał wyglądać
jak każdy inny. Rano szkoła, po południu trening i wieczór spędzony w gronie
najbliższych. Tak się jednak nie stało…
* RANO *
Michelle szykowała się
właśnie do szkoły nucąc piosenkę Ed’a Sheeran’a. W pewnym momencie usłyszała
dźwięk tłuczonego szkła. Z całą pewnością dochodził on z dużej kuchni
znajdującej się piętro niżej, ponieważ był bardzo cichy. Dziewczyna będąc w
samej bieliźnie zbiegła na parter domu i wbiegła do kuchni. Ujrzała tam swojego
brata siedzącego na podłodze z twarzą ukrytą w dłoniach.
-Martin, nic ci nie
jest?- powiedziała podchodząc do chłopaka ostrożnie omijając dwie rozbite
szklanki.
-Michelle, ja już tak
dłużej nie mogę… Po prostu nie mogę…- powiedział ocierając łzy z policzków.
-O czym teraz mówisz?-
spytała klękając obok brata.
-Nie pamiętasz co się tu
stało rok temu?
- Pamiętam... Jak
mogłabym zapomnieć dzień, w którym umarł mój ojciec…
-Michi, minęło już 365
dni, a ja nadal nie mogę o tym zapomnieć.
-Martin… Ja nigdy o tym
nie zapomnę. Będę pamiętać o tym do końca swoich dni. Będę pamiętała o osobie,
którą kochałam całym swoim sercem… To, co się stało… Musimy się z tym pogodzić…
Nie możemy cofnąć czasu. W życiu spotkamy się z innymi przeciwnościami losu,
ale damy radę. Razem przetrwamy wszystko…- przytuliła do siebie szatyna i po
chwili całe ramię miała mokre od jego łez.
***
Martin cały dzień myślał
o zdarzeniu sprzed roku i nie mógł się na niczym skupić. Jak można się mu
dziwić… Śmierć, a raczej morderstwo ojca pamięta się do końca życia. Michelle w
przeciwieństwie do brata myślała o wszystkim tylko nie o tym. Nie chodziło w
tym o to, że nie pamięta, czy też, że nie było to dla niej ważne. Pamiętała
bardzo dobrze i było to dla niej ważne. To właśnie z tego powodu nie chciała o
tym myśleć. Dzień w szkole bardzo dłużył się tej dwójce, ale w końcu skończyli
lekcje i wrócili do domu.
*PO POŁUDNIE*
Rodzeństwo zmierzało
spacerem w stronę hali sportowej. Zwykły przechodzeń uznałby ich za parę, za
którą często byli brani. Chodzili po mieście trzymając się za ręce, przytulając
się a nawet czasem całując w czoło czy policzki. Oni w ten sposób czuli się
bezpiecznie. Wspierali się wzajemnie mając świadomość tego, że najważniejsza im
w tej chwili osoba jest tuż obok...
***
W tym momencie ich ojciec patrzył na nich z góry, uśmiechając się. Cieszył się widząc swoje dzieci, dające sobie radę bez obojga rodziców. Swojej żonie wybaczył dawno. Wybaczył to, że go zamordowała. Jednak nigdy o tym nie zapomni. Mógłby przecież iść teraz razem z nimi na trening, żeby móc go poprowadzić. Mógłby dokończyć pewne prace w ogrodzie, których już nie dane mu było skończyć.
Matka Michelle i Martina siedziała w więzieniu wspominając czyn, którego żałowała całym swoim sercem. Kochała tego człowieka, a jednak go zamordowała. Tylko kiedy to było? Kiedy go kochała? Przez ostatnie 10 lat ich związku zdradzała go z młodszymi, raz nawet usunęła ciążę, w którą zaszła z innym.
On doskonale o tym wiedział. Nic jednak w tej sprawie nie robił, chcąc tylko i wyłącznie dobra swoich dzieci. Chciał, żeby były szczęśliwe, żeby nie musiały się przejmować sprawami ich rodziców...
Tylko dlaczego to wszystko tak się potoczyło? Tego nie wie nikt. I prawdopodobnie nikt się nie dowie...
______________________________________________________
Witajcie moi mili :) Oto prolog. Mam nadzieję, że wam się podoba, choć ja nie jestem do niego przekonana. Jednak w moim serduchu, tam głęboko istnieje nadzieja na to, że zachęcam was tym prologiem do czytania tego opowiadania ;)
Pozdrawiam
Ola :)
27 grudnia 2012
Postacie :)
GŁÓWNI BOHATEROWIE:
MICHELLE CARTER:
17 lat
Oczy: błękitne
Włosy: Ciemny blond
Inne: wysoka, szczupła, posiada ledwo widoczne piegi, dołeczki w plecach i piękny głos; miała zaburzenia łaknienia, przez co długo walczyła z nadwagą.
Jest przyjazna, skromna i nieśmiała, zawsze dąży do celu i nigdy się nie poddaje. Jest rozważna, stanowcza i dba o swoich bliskich.
Siostra Martina, córka Alice i Richarda Carter'ów, kuzynka Harrego.
Kocha muzykę, taniec, śpiew i fotografię. Gra w siatkówkę w szkolnej drużynie.
Po mimo młodego wieku zarabia na siebie jako fotograf najpopularniejszych czasopism w Londynie.
MARTIN CARTER:
19 lat
Oczy: błękitne
Włosy kasztanowe
Inne: szczupły, wysoki, dobrze zbudowany, wysportowany, chroni swojej siostry jak oka w głowie, zawsze uśmiechnięty.
Jest opiekuńczy, skromny i prawdomówny, zawsze dotrzymuje słowa i dochowuje tajemnic.
Brat Michelle, syn Alice i Richarda Carter'ów, kuzyn Harrego, chłopak Anny.
Uwielbia sztukę, muzykę i grę w siatkówkę. Zajmuje się modelingiem.
ANNA SMITH:
19 lat
Oczy: błękitne
Włosy: czekoladowe
Inne: szczupła, wysoka, wysportowana, posiada wspaniały głos i ledwo widoczne piegi, zawsze uśmiechnięta.
Jest opiekuńcza, skromna i nieśmiała. Zawsze dąży do postawionego sobie celu i jest przy tym bardzo stanowcza.
Siostra Charlesa, córka Abby i Roberta Smith, kuzynka Marca.
Lubi fotografię i sztukę. Gra w siatkówkę oraz zajmuje się modelingiem i śpiewaniem.
JOSH JORDAN:
18 lat
Oczy: zielone
Włosy: ciemny blond
Inne: szczupły, wysoki, wysportowany, ładnie umięśniony (nie za dużo, nie za mało).
Jest zabawny, opiekuńczy, nieśmiały i skromny. Dąży do swego, ale boi się okazywać swoje uczucia. Zrobi wszystko, by zobaczyć uśmiech na twarzach bliskich.
Brat Bretta i Lucy, syn Mary.
Kocha tańczyć, śpiewać, rysować i grać na: gitarze, perkusji i pianinie. Gra w siatkówkę.
Zajmuje się fotografią i modelingiem, próbując pomóc finansowo swojej mamie.
Oczy: zielone
Włosy: ciemny blond
Inne: szczupły, wysoki, wysportowany, ładnie umięśniony (nie za dużo, nie za mało).
Jest zabawny, opiekuńczy, nieśmiały i skromny. Dąży do swego, ale boi się okazywać swoje uczucia. Zrobi wszystko, by zobaczyć uśmiech na twarzach bliskich.
Brat Bretta i Lucy, syn Mary.
Kocha tańczyć, śpiewać, rysować i grać na: gitarze, perkusji i pianinie. Gra w siatkówkę.
Zajmuje się fotografią i modelingiem, próbując pomóc finansowo swojej mamie.
CLIO BLACK:
19 lat
Oczy: brązowe
Włosy: czekoladowe przefarbowane na blond
Inne: szczupła, wysoka, wysportowana.
Dla bliskich jest skromną, uczuciową, wrażliwą, i tajemniczą dziewczyną, która jest zamknięta w sobie.
Dla innych jest nieprzyjazna, wredna, złośliwa, kapryśna i przesadna.
Siostra Chrisa, córka Amandy i Carla Black'ów.
Tańczy balet, nie wyobraża sobie życia bez muzyki i gry w siatkówkę.
Zajmuje się modelingiem i fotografią.
Oczy: brązowe
Włosy: czekoladowe przefarbowane na blond
Inne: szczupła, wysoka, wysportowana.
Dla bliskich jest skromną, uczuciową, wrażliwą, i tajemniczą dziewczyną, która jest zamknięta w sobie.
Dla innych jest nieprzyjazna, wredna, złośliwa, kapryśna i przesadna.
Siostra Chrisa, córka Amandy i Carla Black'ów.
Tańczy balet, nie wyobraża sobie życia bez muzyki i gry w siatkówkę.
Zajmuje się modelingiem i fotografią.
CHRIS BLACK:
20 lat
Oczy: granatowe
Włosy: czekoladowe
Inne: wysoki, wysportowany, dobrze zbudowany.
Dokucza wrogom i jest dla nich łajdakiem oraz chamem, przez swoje ofiary i nie tylko powszechnie uznawany za złośliwego, mściwego, kłamliwego oszusta, który nienawidzi kiedy coś idzie nie po jego myśli.
Brat Clio, syn Amandy i Carla Black'ów.
Uwielbia muzykę i gra w siatkówkę.
Zajmuje się modelingiem.
Oczy: granatowe
Włosy: czekoladowe
Inne: wysoki, wysportowany, dobrze zbudowany.
Dokucza wrogom i jest dla nich łajdakiem oraz chamem, przez swoje ofiary i nie tylko powszechnie uznawany za złośliwego, mściwego, kłamliwego oszusta, który nienawidzi kiedy coś idzie nie po jego myśli.
Brat Clio, syn Amandy i Carla Black'ów.
Uwielbia muzykę i gra w siatkówkę.
Zajmuje się modelingiem.
HARRY STYLES:
18 lat
Oczy: zielone
Włosy: kasztanowe
Inne: ciężko pracował nad swoim ciałem co wyszło mu na dobre, dobrze zbudowany, szczupły, wysoki, posiada nieziemski, zachrypnięty głos i dołeczki w policzkach oraz jest najmłodszym członkiem One Direction.
Zajmuje się śpiewaniem, kocha swoją kuzynkę Michelle i uwielbia kuzyna Martina, którego traktuje jak brata. Jego matka niestety nie akceptuje tej dwójki, ponieważ nie znosi ich matki.
Kocha koty, jest nieśmiałym, czułym i wrażliwym chłopakiem o wielkim sercu.
Oczy: zielone
Włosy: kasztanowe
Inne: ciężko pracował nad swoim ciałem co wyszło mu na dobre, dobrze zbudowany, szczupły, wysoki, posiada nieziemski, zachrypnięty głos i dołeczki w policzkach oraz jest najmłodszym członkiem One Direction.
Zajmuje się śpiewaniem, kocha swoją kuzynkę Michelle i uwielbia kuzyna Martina, którego traktuje jak brata. Jego matka niestety nie akceptuje tej dwójki, ponieważ nie znosi ich matki.
Kocha koty, jest nieśmiałym, czułym i wrażliwym chłopakiem o wielkim sercu.
LIAM PAYNE:
19 lat
Oczy: brązowe
Włosy: jasno brązowe
Inne: wysoki, wysportowany i dobrze zbudowany. Na szyi ma znamię kształtem przypominające sercem.
Jest posiadaczem wspaniałego głosu i wiernych przyjaciół, a do tego jest członkiem One Direction.
Bardzo rozsądny, wesoły i najrozsądniejszy w zespole.
Boi się łyżek.
Oczy: brązowe
Włosy: jasno brązowe
Inne: wysoki, wysportowany i dobrze zbudowany. Na szyi ma znamię kształtem przypominające sercem.
Jest posiadaczem wspaniałego głosu i wiernych przyjaciół, a do tego jest członkiem One Direction.
Bardzo rozsądny, wesoły i najrozsądniejszy w zespole.
Boi się łyżek.
NIALL HORAN:
19 lat
Oczy: błękitne
Włosy: ciemno brązowe farbowane stale na blond
Inne: szczupły, wysoki, dobrze zbudowany, nosi aparat na zęby.
Wesoły, nieśmiały, uroczy, najmłodszy członek One Direction.
Kocha dużo jeść, a nie tyje, jego ulubiona restauracja to Nandos.
Oczy: błękitne
Włosy: ciemno brązowe farbowane stale na blond
Inne: szczupły, wysoki, dobrze zbudowany, nosi aparat na zęby.
Wesoły, nieśmiały, uroczy, najmłodszy członek One Direction.
Kocha dużo jeść, a nie tyje, jego ulubiona restauracja to Nandos.
ZAYN MALIK:
19 lat
Oczy: brązowe
Włosy: ciemno brązowe
Inne: wysoki, szczupły, dobrze zbudowany, wysportowany.
Jest tajemniczym, wrażliwym chłopakiem, który boi się, że jeśli okaże uczucia, ktoś wykorzysta to przeciwko niemu. Jest uważany za Bad Boy'a, bo jako jedyny z One Direction pali papierosy.
Ma obsesyjkę na punkcie swojego wyglądu (patrz- fryzura).
LOUIS TOMLINSON:
20 lat
Oczy: szarobłękitne
Włosy: jasnobrązowe
Inne: wysoki, szczupły, umięśniony, wysportowany.
Jest najstarszym członkiem One Direction. Nieśmiały, ale uwielbia się bawić, czasami boi się okazywania uczuć. Jest świetnym słuchaczem i przyjacielem.
Nie lubi skarpetek i uwielbia T-shirty w paski.
POSTACIE DRUGOPLANOWE:
LOUISE KNIGHT:
17 lat
Oczy: brązowe
Włosy: ciemny blond
Inne: szczupła, wysoka, posiada dołeczki w policzkach.
Jest miła, przyjazna i troskliwa oraz gra w siatkówkę.
Siostra Nathana.
NATHAN KNIGHT:
19 lat
Oczy: brązowe
Włosy: ciemny blond
Inne: wysoki, wysportowany, ma dołeczki w policzkach.
Dusza towarzystwa, opiekuńczy i troskliwy flirciarz.
Brat Louise.
Brat Louise.
MARC SMITH:
26 lat
Oczy: Czarne
Włosy: czarne
Inne: średniej wysokości, dobrze zbudowany, początkujący lekarz.
Śmiały, pogodny i lubiący poznawać nowych ludzi.
Kuzyn Anny.
CHARLES SMITH:
5 lat
Oczy: zielone
Włosy: ciemny blond
Młodszy, zawsze roześmiany, dający powód do radowania się brat Anny, syn Abby i Roberta.
Kocha zabawę z Michelle, którą nazywa swoją żoną.
ABBY SMITH:
37 lat
Oczy: brązowe
Włosy: czekoladowe
Inne: Łudząco podobna do Katherine Heigl. Przyjazna i miła kobieta.
Mama Anny i Charlesa.
Pracuje jako opiekunka do dzieci.
ROBERT SMITH:
39 lat
Oczy: błękitne
Włosy: ciemny blond
Inne: Dobrze zbudowany, przyjazny fotograf.
Ojciec Anny i Charlesa.
Oczy: błękitne
Włosy: ciemny blond
Inne: Dobrze zbudowany, przyjazny fotograf.
Ojciec Anny i Charlesa.
MARY JORDAN:
37 lat
Oczy: brązowe
Włosy: blond
Inne: drobna, zgrabna kobieta o wielkim sercu.
Matka Josha, Bretta i Lucy.
Wizażystka i stylistka w teatrze Londyńskim.
BRETT JORDAN:
16 lat
Oczy: zielone
Włosy: ciemny blond
Rozrywkowy chłopak o różnorodnych zainteresowaniach. Gra na pianinie oraz jest w jednej drużynie z Joshem, Michelle, Anną, Martinem i kilkorgiem innych osób.
Brat Josha i Lucy, syn Mary.
LUCY JORDAN:
1,5 roku
Oczy: błękitne
Włosy: brązowe
Słodka, zawsze uśmiechnięta chrześnica Anny i Martina.
Siostra Josha i Bretta. Córka Mary Jordan i Marcusa Wesley'a.
ALICE CARTER:
38 lat
Oczy: zielone
Włosy: czarne
Jest matką Michelle i Martina.
Była piosenkarką, lecz teraz siedzi w więzieniu.
MARCUS WESLEY:
40 lat
Oczy: błękitne
Włosy: brązowe
Inne: dobrze zbudowany, utalentowany, wysoki aktor teatralny.
Ojciec Lucy, ojczym Josha i Bretta.
ED SHEERAN:
21 lat
Oczy: błękitne
Oczy: błękitne
Włosy: rude
Inne: mnóstwo piegów na twarzy, niesamowity głos.
Przyjaciel chłopaków z One Direction.
___________________________________________________________
Moi drodzy przyszli czytelnicy, oto postacie, które wystąpią w moim opowiadaniu. Mam nadzieję, że oni i prolog zachęcą was do czytanie i nie znudzi wam się to prędko ;)
Pozdrawiam wszystkich
Ola :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















